Kamionek w czasie tworzenia niepodległego państwa polskiego

W przededniu stulecia odzyskania niepodległości rozpoczynamy cykl wspomnień o Kamionku, jego ulicach, obiektach, które powstawały tu na początku ubiegłego wieku, klimacie tamtej epoki.

Targowa i Skaryszewska w latach 30 we wspomnieniu Jerzego Kasprzyckiego

Targowa-Zieleniecka-lata20

,,Bałem się Targowej. Była długa, szeroka i gęsta od nieustannego zgiełku, kotłowaniny, szwargotu polsko-żydowskiego. Odniosłem to wrażenie, gdy po raz pierwszy przyjechałem z matką na Targową w 1936 roku wprost z Saskiej Kępy, gdzie mieszkaliśmy przy ulicy Katowickiej…

Przyzwyczajałem się do Targowej stopniowo, gdy w rok później poszedłem do szkoły podstawowej nr 50 przy Zamoyskiego 49. W drodze do Targowej nasza ulica krzyżowała się z szynami tramwaju oraz kolejki do Karczewa, aby skręcić do Wisły wzdłuż brzegu starej łachy, późniejszego portu handlowego, zwanego ,,nowym” (w odróżnieniu do starego, przy Czerniakowskiej) Tor ciuchci ułożony pod murem rzeźni, biegł tu w pobliżu kramów masarskich i ruder przysłoniętych gęstymi krzakami. (…)

… Wcześnie (…) zostałem wciągnięty do zarobkowania na Targowej. Roznosiliśmy po chodnikach ulotki reklamowe fabryk i sklepów. Właściciel piekarni cukierniczej przy Białostockiej płacił mi złotówkę za 100 kartek kolorowych, rozdanych przechodniom. (…)

Jednym ze zdradliwych uroków Targowej były właśnie te groszowe zarobki. Na tej ulicy nic nie działo się za darmo. Nam, chłopcom, płaciły nawet najbiedniejsze przekupki, które sprzedawały obwarzanki – bajgieły z kosza byle gdzie, w alejkach koło Lunaparku albo w kamiennych wykuszach i na schodach mostu Poniatowskiego.

Starej Kadyszowej, siedziała koło bramy do Parku Skaryszewskiego (Paderewskiego) przynosiłem towar – oczywiście nie za darmo! – z pokątnej piekarni domowej przy Skaryszewskiej. Bajgieły robiła babka mojego kolegi. Po przygotowaniu pieca i ciasta, po spleceniu na stolnicy kilkudziesięciu wałków, grubych na palec, rzucała je kolejno na wrzątek, kotłujący się w wielkim saganie. Po krótkiej chwili babka, wciąż bezgłośnie poruszająca wargami, wołała: ,,Jakub, już!”. Wtedy mój koleżka Kuba wyciągał bajgieły na durszlaku i zostawiał na minutę, żeby ociekły. Potem, jeszcze wilgotne, układały się ulegle na szerokich blachach i wędrowały do piekarnika, nagrzanego jak w piekle. Po dłuższej już chwili babka wołała: ,,Jakub, już!”, i zawsze obwarzanki były w sam raz: rumiane, nie przypalone, z konsystencją nieznaną współczesnemu piekarnictwu – jednocześnie chrupką i miękką, prawie lepką. Zadziwiało mnie za każdym razem, że w kuchni nie było zegara, a jednak babka Kuby zawsze nieomylnie wołała:,,Już!” w odpowiednim momencie. Za odniesienie kosza z setką bajgieł dostawałem 50 groszy” .

zamoyskiego_47_01- sp

Szkoła Jerzego Kasprzyckiego: publiczne szkoły powszechne przy Zamoyskiego 47/49: SP nr 47 i SP nr 50; świeżo zbudowane nowoczesne szkoły na Kamionku — dziś nieistniejące.

Higiena

Higiena w budowie 2 -1928-1930

Miejska Stacja Higieny Zapobiegawczej przy Grochowskiej 339 w budowie – lata 1928-1930. Fot. J. Makarski. Zdjęcie z archiwum  genealogicznego rodzinnego rodziny Lewandowskich

Znany wszystkim gmach Higieny czyli Miejskiej Stacji Higieny Zapobiegawczej im J. Polaka pojawił się przy Grochowskiej nieprzypadkowo. Jego budowa wynikła z inicjatywy społeczników, którzy  nie szczędzili energii, by powstająca niepodległa Polska była państwem nowoczesnym, oferującym obywatelom także odpowiednią opiekę zdrowotną.

Oddajmy głos wybitnemu varsavianiście Jerzemu Kasprzyckiemu: ,, Po przyłączeniu do Warszawy w 1916 roku długo jeszcze Grochów, Kamionek i Saska Kępa ciągnęły w górę statystykę chorób epidemicznych. Oprócz 21 chorób zakaźnych uważanych wtedy oficjalnie za najczęstsze i najgroźniejsze, występowała tutaj również malaria, niemal nieznana w innych częściach stolicy. Wody, błota, mokradeł nie brakowało na stylu Kamionka i Grochowa z Saską Kępą. Niezbyt odległe były jeszcze wtedy czasy, kiedy w okresie wielkich powodzi statki i barki wiślane podpływały do Grochowskiej.

Po odzyskaniu niepodległości społecznicy (…) wiele energii poświęcili polemice z niektórymi teoretycznymi pomysłami magistratu, zdradzającymi nieznajomość lokalnych warunków. Oddalono wtedy zamiar urządzenia dzielnicowego cmentarza na podmokłych terenach między Gocławiem a Gocławkiem, na południe od obecnej ulicy Ostrobramskiej. Zamknięto również prywatną rzeźnię, zanieczyszczającą otoczenie. (…) Daleko w przyszłość spoglądano też w 1924 roku organizując siłami społecznymi Spółkę Wodną Obwodu Wawerskiego, która najpierw przez osuszenie mokradeł usunęła źródło malarii i innych chorób epidemicznych, następnie zaś powiększyła obszar terenów budowlanych.

Ukoronowaniem działań Towarzystwa Przyjaciół Grochowa na rzecz poprawy zdrowotności dzielnicy była budowa ośrodka zdrowia przy Grochowskiej – jednego z najstarszych w stolicy (pierwszy powstał na Mokotowie, przy Puławskiej 91) – oraz pozyskanie dla niego wybitnego lekarza społecznika, doktora Józefa Lubczyńskiego. Wykształcony w USA w zakresie higieny publicznej jako stypendysta rządu polskiego po powrocie do kraju nauczał w Państwowej Szkole Higieny.”

Jakie wyniki przyniosły te działania? W 1931 roku w gmachu Higieny zorganizowano wystawę.

,,Pokazano na niej m. in. wykresy obrazujące podniesienie zdrowotności Grochowa. W okresie 1917 – 1930 liczba mieszkańców wzrosła z 4659 do 13 396, zaś liczba zgonów na 1000 mieszkańców zmniejszyła się z 45,3 do 10,3…” . I to zaledwie przez kilkanaście lat i wyłącznie dzięki usuwaniu źródeł chorób, rozszerzeniu opieki lekarskiej, dostarczaniu zdrowej wody.

(Cytaty z: Jerzy Kasprzycki, Korzenie miasta – warszawskie pożegnania, Warszawa 1998, Tom III Praga, s.245-246)

zobacz też: Kiedyś na Kamionku                                                             powrót do strony głównej

wnętrze-Higieny

Wnętrze – oryginalny wygląd holu

Comments are closed